Kalendarz Pamięci


Inspiracją tego cyklu obrazów stała się moja  bezpośrednia współpraca twórcza z amerykańskim teatrem Double Edge w Ashfield w stanie Massachusett. Twórcy teatru zainteresowani byli od lat polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia i znali też dobrze moje malarstwo. W 2006 roku zaproponowali mi współpracę przy opracowaniu scenografii do spektaklu ”Republic of Dreams”, w którym warstwa słowna oparta była na listach i wybranych tekstach Bruno Schulza.

Przygotowania do spektaklu ożywiły moją fascynację twórczością tego wybitnego pisarza i moje twórcze poszukiwania wyszły poza ramy samego przedstawienia. Odnalazłam interesujący tekst profesora Jörga Schulte z Kolonii opublikowany w Polsce, w żydowskim miesięczniku Midrasz w 2003 roku. Tekst ten wygłoszony był na konferencji Schulzowskiej, która odbyła się rok wcześniej w Lublinie.

Profesor Schulte podzielił się odkryciem, że w trzynastu opowiadaniach pt. „Traktat o manekinach” („Sklepy cynamonowe” ) Schulz ukrył zapis kalendarza żydowskiego. Idąc tym tropem przebyłam drogę odwrotną – starałam się odkrywać to, co ukryte. I tak obrazy stały się kartami trzynastu miesięcy kalendarza żydowskiego. W roku przestępnym miesiąc Adar jest podwójny i stąd 13 opowiadań Schulza, i 13 miesięcy. Każdy mój obraz oznaczony jest  odpowiednim znakiem zodiaku.  Pozwoliłam  sobie połączyć cytaty z rysunków Schulza oraz mój własny do nich komentarz wynikający z tradycji czytania Tory na dany tydzień. Przywołane w obrazach fragmenty  tekstów Schulza stały się integralną częścią twórczej materii mojego malarstwa, a przeczuwane przez niego czasy pogardy i zagłady budzą we mnie niegasnące emocje.

Obrazy z cyklu „Kalendarz pamięci” były wielokrotnie wystawiane na wernisażach w wielu miastach i przy różnych okazjach, więc na koniec zacytuję

słowa profesor Małgorzaty Kitowskiej z katalogu do wystawy:

„ (….) Dla kogoś o tak skomplikowanym rodowodzie i takiej biograficznej drodze, jaką przebyła Mira Żelechower-Aleksiun, odczytanie prozy Schulza jako „wielkiej kroniki kalendarza” i, co więcej, zobrazowanie jej musiało być zadaniem oczywistym. Łatwo to jednak powiedzieć dzisiaj, kiedy malarka ma za sobą wędrówkę różnymi ścieżkami, dzięki czemu cykl Schulzowski stał się nieomal naturalnym zwieńczeniem jej duchowo-artystycznych poszukiwań, rodzajem życiowo-artystycznej klamry. Cykl ów należy, oczywiście, do szerokiego obszaru recepcji biografii i twórczości literackiej i plastycznej Schulza, ale zarazem robi wrażenie wizualnego podsumowania tożsamościowych doświadczeń samej autorki. Palimpsestowa struktura każdego z trzynastu obrazów, wymagająca skomplikowanej, intertekstualnej wykładni nie zaciera głębokiego związku przedstawień z jej własnym duchowym wtajemniczeniem.”